środa, 29 maja 2013

Rozdział 1. "Ławka", część pierwsza.


~ Hannah ~

Obudziłam się. Promienie słoneczne które ukradkiem włamywały się do mojego pokoju, niemiłosiernie paliły moją twarz. Czułam się jakbym była w piekle, do którego mają wstęp tylko CI najgorsi. Tylko CI outsiderzy, najniebezpieczniejsi przestępcy. (...) Czułam, że coś mnie potrzebuje, że ja czegoś potrzebuję. Muszę to dostać jak najszybciej. Muszę wiedzieć co to jest. Nie mogę dłużej zwlekać. Czuję, że to jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Mogę to osiągnąć, lecz wcale nie wiem co to jest. (...)
Wychodząc z sypialni, która kiedyś należała do moich zmarłych rodziców, a teraz do mnie naszła mnie myśl. Myśl która mówiła „Idź tam. Twój świat naradza się na nowo.”. Hmm, no fajnie. Ale gdzie mam iść, po co? (...)
Lustrzane odbicie moich kruczo -czarnych oczu, przerażało mnie. Były takie nieszczęśliwe, w ich głębi za każdym razem dostrzegałam ogień. Ogień który niszczył mnie od środka, przez który nie mogłam racjonalnie myśleć.
Odkręciłam kran. Na mojej twarzy pojawiły się małe i bezbronne krople wody, wody która chciała za wszelką cenę oczyścić moje ciało i duszę. Lecz ja jej nie pozwalałam. Mój mózg, rozkazał mojej lewej ręce chwycić szczoteczkę do zębów i pastę, aby umyć moje naostrzone osamotnieniem zęby. Ręka powoli wykonywała swoją pracę, w lewo i prawo, z góry na dół. Po trzech minutach byłam gotowa na nałożenie lekkiego makijażu. Powolnymi ruchami nakładałam cienkie warstwy pudru, potem zrobiłam lekkie kreski. Następnie w taniec poszedł tusz. Gwałtownym ruchem, raz, dwa maznęłam po niewiarygodnie długich włoskach. Przyszła czas na fryzurę. I co mam zrobić? Szczotką szybko przeczesałam obcięte do poziomu ramion włosy, następnie grzywkę. Wyszłam (...) W mojej szafie, wisiało sto koszulek, kilka koszul, kilkadziesiąt par spodni, a ja w dalszym ciągu nie wiem co mam na siebie włożyć. A przecież nie idę na jakieś wystawne przyjęcie, idę aby się przejść. W końcu namyśliłam się. Wybrałam czarne leginsy, niebieską koszulę bez rękawów z jeansu. (...)
Schodząc na dół po schodach, przed oczami stawały mi stare obrazy. Obrazy na których się uśmiechałam, cała nasza rodzina była w komplecie. Nawet nasz pies Rocky, który pobiegł w nieznane. I ON. (...) Z szafki wyjęłam mój ulubiony talerz, w którym w dzieciństwie jadałam śniadania. Dawne czasy, które już nie powrócą. Z lodówki wyjęłam czekoladowe mleko, a z następnej szafki płatki śniadaniowe. Ach, ten pyszny pierwszy posiłek dnia. Aż po prostu chce się żyć! Heh, z tym ostatnim to żartowałam. (...)
Po skończonym posiłku, włożyłam talerz i łyżkę do zlewu, aby spokojnie mógł sobie poczekać, aż ktoś go wyczyści. Wychodząc z domu z wieszaka wzięłam czarną ramoneskę i jakieś stare buty, stojące na wycieraczce. Wyszłam. (...)
Uderzyła we mnie fala nieprzyjemnej wilgoci i zimna. Zapowiada się na burzę, to dobrze. Lubię je. Wyjęłam telefon z kieszeni ramoneski, w mojej głowie zabrzmiały pierwsze dźwięki niezwykłej „Don't Go.”, jednego z moich ulubionych zespołów-Bring Me The Horizon. Piosenka jest niezwykła, opowiada niesamowitą nieszczęśliwą historię. Podziwiam Oliver'a za to, co tworzy. Każda piosenka wychodząca spod jego ręki jest nieśmiertelna, nie do zapomnienia.
Na moim ciele i ubraniu powoli, sporadycznie pojawiały się krople deszczu. Były zimne, były jak kojąca maź, która lecz rany. Był mi potrzebny. (...) Z każdym postawionym przeze mnie krokiem krople leciały szybciej i częściej. Szłam dalej, szłam do lasu. Na moją ławeczkę, której dawno już nie odwiedziłam. Zawsze lubiłam tam przebywać, było cicho, można było pomyśleć, zastanowić się na sensem życia i innych pobocznych spraw.
Zbliżając się do ławki, czułam jak ten sam głos mówi „Jesteś już tak blisko. Nie możesz zawrócić!”, rzeczywiście znalazłam się blisko ławki, ale jakoś nie mogłam uwierzyć, że to właśnie moja ukochana ławeczka znajdująca się po środku lasu ma odmienić moje życie. (...) Moim oczom ukazała się wspominana ławka, a na niej.. a na niej jakaś postać. Było ciemno, nie mogłam jej rozpoznać. Chociaż mniemam, że w świetle słonecznym również nie udało by mi się to, nie znam na tyle dobrze ludzi z moje otoczenia. Podeszłam.
-Kim jesteś?
Mój głos zabrzmiał bynajmniej, jak bym była zła, smutna. Nie mogę napisać, że nie byłam. Nie życzyłam sobie żadnego gościa w moim „miejscu”.
To wszystko wyglądało dziwnie. To tutaj doprowadził mnie głos z mojej głowy, do mojej ławeczki. Ale co robi tutaj, ten osobnik ludzki?
-Jestem Matt. Miło mi cię poznać.
Osłupiło mnie. Chłopak o tym pięknym imieniu Matt, nawet nie odkręcił się, w celu ujrzenia mojej twarzy. Może po prostu nie chciał? Może wydałam się mu za ostra? Może on sobie przywłaszczył moje miejsce i mnie tu nie chce? Nie wiem.
-Co tu robisz?
Tym razem również się nie odkręcił. Tkwił w tej samej pozie, co parę minut temu. Sprawiał wrażenie hmm, skrywającego tajemnicę, ale za razem przyjaźnie nastawionego. Nawet nie wiem jak mam go opisać. Ba! nie znam go, więc jak mogę mieć wyrobione zdanie na jego temat?
-Siedzę. Nie mogę?
-Możesz, oczywiście.
Co ja odpierdalam? W co ja się pakuję? I kolejne pytanie od mojego serca : „Dlaczego chcesz w to brnąć? Po co ci to?”. Lecz mój umysł był innego zdania, nie pozwalał mi odejść, uzmysłowił sobie, że nieznajomy jest jak magnez. Magnez, który przyciąga mnie, a ja nie mogę się temu oprzeć. Ten Świat jest CHORY.
Postać odwróciła się twarzą w moją stronę, tak, że doskonale widziałam jego rysy. Były takie delikatne, takie smutne, takie wrażliwe, takie tajemnicze. Nie mogłam oderwać od nich oczu, byłam zaczarowana. Zupełnie tak, jak za pierwszym razem, kiedy poznałam GO. (...) Chłopak przesunął się lekko na lewą stronę ławki, zostawiając miejsce dla jeszcze jednej osoby. Po czym klepną dwukrotnie w deski, porośniętej mchem, dając znak, że mogę usiąść.
-Jak masz na imię?
Zajęłam miejsce obok niego. Był tak blisko. Doskonale go czułam. Był dla mnie zagadką, zagadką którą w pewnym sensie już rozwiązałam. (...) Chłopak trzymał w dłoniach zeszyt, a raczej szkicownik.
-Hannah, ale proszę cię. Mów mi Pixi.
Nie lubię swojego imienia, źle mi się kojarzy. Jest takie dziwne, nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Pixi, rodzice zawsze tak mnie wołali, dlatego zapamiętałam je tak dobrze. Jest to jedna z nielicznych pamiątek po nich. Tak mi mało zostało, wszystko zabrał ON. Nawet wspomnienia po rodzicach.
Wbił wzrok w ziemię. Był taki, jakby zainteresowany, a za razem obojętny. Ma w sobie tyle podobieństw, ale jeszcze więcej przeciwieństw. Czy to jest zdrowe? Czy to w ogóle jest możliwe?
-Dobrze. Mam jedno pytanie do ciebie.
-Tak?
No mów wreszcie! Mam nadzieję, że nie będzie to coś w stylu „ile masz lat?”, albo „co u ciebie słychać?”. Proszę , okaż się trochę bardziej orginalny, błagam.
-Lubisz zespół Bring Me The Horizon?
Matko, co za pytanie. Oczywiście, że ich lubię. (...) Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się nieśmiały uśmiech. Tak dawno nie gościł na niej. Podniósł wzrok z ziemi na mnie. Uśmiechnął się. Wyglądał, na bardzo przystojnego młodego człowieka. Głębia jego oczu była cudowna, mogłabym w niej utonąć i nie przejmować się niczym innym.
-Tak, oczywiście, że lubię.
-To się, świetnie składa. -Na jego twarzy, zagościł jeszcze większy uśmiech.- Bo widzisz, mam dwa bilety na ten koncert co ma się odbyć dzisiaj o 22:00, no i nie mam z kim iść. Dotrzymała byś mi towarzystwa?
O kurwa, z tej całej rozterki moich uczuć kompletnie zapomniałam, o koncercie. Tak długo na niego czekałam. Nawet nie kupiłam biletów, ale zawsze musi się ktoś znaleźć, co miałby je na zbycie. I dobrze
-Jasne, że tak!

~~~~~~~~~

I jak się podoba, pierwsza część pierwszego rozdziału? Jak się podoba Matt? Może być? Jesteście ciekawi co wydarzy się na koncercie? Jakie uczucia wrócą do Hannah. Od razu mówię, Hannah nie jest byłą dziewczyną „bezimiennego”. Więc naprawdę zapowiada się ciekawie. Dziękuję wam bardzo za te komentarze, jesteście wspaniali, kocham Was!
CZYTASZ-KOMENTUJESZ.














poniedziałek, 27 maja 2013

Prolog



~ Hannah ~

Drogi pamiętniku!
Kolejny dzień, kolejne smutki, kolejne słone zły które goszczą na moich policzkach. Są jak deszcz, deszcz który niemiłosiernie kapie z nieba, kapie bo chce namieszać w środowisku ludzkim. A ludzie tylko bezradnie patrzą na jego zimne uczucia. (...) Czasami żałuję decyzji które podjęłam w ciągu mojego 20 letniego życia. Były zloty i upadki. Było dobrze i za razem źle. (...) Ludzie którzy pojawiają się w życiu, są niezniszczalni, nawet jeżeli bardzo byś chciał nie możesz wymazać ich z pamięci. Nie możesz unicestwić wspomnień. Czasami moje serce pyta mój rozum, czy on jeszcze tam jest? Dlaczego pozwalasz się jej mieszać w złe towarzystwo? I najważniejsze, po jaką cholerę pozwala jej cierpieć? (...) Ludzie są i odchodzą. Są i po pewnym czasie znikają. Nie możesz ich dostrzec, nie możesz poczuć ich słodkiego zapachu, nie możesz nic z tym zrobić. Dlaczego to co jest dla mnie tak ważne, już nie jest? Nie. To złe określenie, jest w dalszym ciągu, ale już nie widzę tego co widziałam. Chciałabym zacząć to wszystko od nowa, ba! powinnam to zrobić. Powinnam za wszelką cenę spróbować na nowo stać się człowiekiem. Ale nie mam dla kogo się nim stać. Był, odszedł. Nie ma go już....”

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Kiedyś miałem wszystko. Miałem miłość swojego życia, miałem pieniądze, wszystko szło po mojej myśli. Lecz ona. Pojawiła się tak niespodziewanie. Nikt nie wiedział kim jest ta piękna, młoda dama. Jaki jest jej cel. Teraz już wiem, że jej celem byłem Ja. (...) Dałem się jej amorom. Jej puste słowa zdołały opanować całego mnie. Zadużyłem się w niej. Spotykaliśmy się. Na początku byliśmy zwykłymi przyjaciółmi, lecz jeden „niewinny” pocałunek zmienił wszystko. Sprawy poszły za daleko. Nie wiem jak mogłem zrobić To. Zdradziłem swoją dziewczynę, dziewczynę która była dla mnie odzwierciedleniem prawdziwego szczęścia i niezależności. Nie zdawałem sobie sprawy jakie będą ku temu konsekwencje, gdyż nie widziałem ich. Byłem ślepy, zaślepiony niebagatelną urodą niejakiej Amandy. Była piękna, każdy jej gest wydawał się najdoskonalszym jaki można by było sobie wyobrazić. Każdy mi jej zazdrościł, lecz teraz już wiem, że nie miał czego. (...) Pewnego pięknego letniego dnia, jadąc do studia nagraniowego Amanda zachowywała się dziwnie. Jakby chciała czegoś uniknąć, czegoś bardzo się bała. Nie miałem pojęcia, o co jej chodzi. Lecz chwilę potem, zrozumiałem. Przez ponad dwa i pół roku „zabawiała” się za moimi plecami. Hah, zabawiała. Dziwnie brzmi. Może po prostu w najkrótszym skrócie-zdradzała. (...) Nie mogłem jej wybaczyć. Nie mogę zapomnieć tego co mi zrobiła, tego jaki byłem głupi! Tego co straciłem, straciłem wielką miłość na rzecz toksycznego gówna, którego nazwa kiedyś nosiła imię „beztroskiej i doskonałej w każdym calu miłości”. Teraz gdy o tym pomyślę, do mojej głowy napływa miliony niebezpiecznych myśli. Chcę żyć, ale nie chcę żyć z tą chorą świadomością. Muszę coś z tym zrobić, natychmiast! Inaczej zawiodę wszystkich, poczynając od siebie, a kończąc na zwykłych ludziach, którzy kupili moją kapelę...”

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To tyle prologu. Mniemam, że domyślacie się kim jest pan "bezimienny". Mam nadzieję, że was to troszeczkę zainteresowało i będziecie tu zaglądać. Nie robiłam przedstawienia postaci gdyż uznałam, że jest ono zbędne i dacie sobie radę bez niego. W razie jakich kolwiek pytani czy sugesti, proszę piszcie na dole w komentarzach. Jestem ciekawa waszego pierwszego wrażenia. (...) Posty będą pojawiać się najdłużej co tydzień. Będę starać się jak tylko będę mogła, aby to co piszę, was zadowalało. A na to potrzebuję odrobiny czasu. (...) Z góry dziękuję wszystkim którzy pofatygowali się, aby tu zajrzeć. Dziękuję bardzo! Miło by też było, jakbyść zostawili po sobie komentarz-wyznaję zasadę CZYTASZ-KOMENTUJESZ.
Dziękuję i do zobaczenia :*