sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 2. "Wywiad".

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Kolejny nudny dzień siedzenia w szpitalu. Chociaż, czy ja wiem, czy znowu taki nudny? Przynajmniej nie powinie być nudny. (...) Mam dużo spraw do przemyślenia. Nie wiem co mam ze sobą zrobić po zerwaniu z Amandą. Nie wiem co mam o tym myśleć. (...) Oczywiście, nie pójdę do niej i nie przeproszę za to co powiedziałem na jej temat. Po prostu nie jestem w stanie wybaczyć osobie którą naprawdę kochałem, bezgranicznie wierzyłem i nie widziałem poza nią świata, takiego kłamstwa, upokorzenia. (...) Jak to kiedyś ktoś powiedział bardzo mądrego „miłość jest ślepa” w moim przypadku jest to najświętsza prawda. Byłem nią cały zaślepiony, jest piękną kobietą, ale jakże fałszywą.
Teraz pojawiła się Ona. Nie znam nawet jej imienia, ale wiem, że chcę je poznać. Chcę poznać każdy centymetr jej ciała, duszy ... (...)”

-Doktorze, kiedy ona się obudzi?
Pan Gregers, doktor prowadzący nieznajomej zaczął sprawdzać jakieś urządzenia do których była podłączona. Jej stan jest ciężki, walczy o życie. Nie chcę aby na moich oczach umierała osoba którą uratowałem, która w pewnym nie wyjaśnionym sensie była dla mnie zagadką.
-W tedy kiedy, jej stan będzie stabilny wybudzimy ją ze śpiączki.
Idąc do prowadzących do wyjścia z sali drzwi posłał mi przelotny uśmiech. Nie był szczery, był pełen obaw. Jestem pewien, że nie miał na myśli żadnych pozytywnych rzeczy, wręcz przeciwnie.
Cały czas przyglądałem jej się uważnie, spała. Ale cienka biała pierzyna co i raz unosiła się ku górze, co było w tej chwili najważniejsze. Jest piękna, jej włosy mimo, że rozczochrane i lekko przetłuszczone, są nadzwyczajne. Takie czarne, jak smoła. Do tego cudowna śnieżno biała cera, wspaniale kontrastuje z włosami. Jest szczupła, aż za szczupła, ale to nie wnosi żadnej większej różnicy. Pamiętam gdy pierwszy raz ją ujrzałem, spojrzała mi w oczy. Obawiam się, że mogła być naszą fanką. Nie mogę zakochać się w MOJEJ fance, to było by chore, co pomyślała by sobie reszta zespołu, menadżerowie? A co najważniejsze fani i media? Pogorszył bym swoją reputację jeszcze bardziej.

~ Następnego dnia rano. Hannah ~

Mój mózg zaczął pracować, myśleć. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w moim domu. Więc gdzie jestem? Co się stało? Zaraz zacznę krzyczeć i uciekać. Tak jestem PRZEWRAŻLIWIONA.
Powoli do moich uszu napływały dźwięki. Bałam się otworzyć oczy, nie wiem co by się w tedy stało.
(...)
-Oliver, musisz jechać na ten wywiad. Przyniesie nam dużo korzyści.
-Ale ja nie chcę. Chcę być tu, przy Niej.
Jaki Oliver, kto to Oliver, co robi tu ten człowiek? Dlaczego chce tu zostać? Nic nie pamiętam, nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegokolwiek epizodu z mojego chorego, nudnego życia.
-Jak to chcesz? Nawet nie znasz tej dziewczyny!
-To co z tego? Nie będziesz rozkazywał mi co mam robić! Nie jesteś mną.
Czyli kim jest osoba z którą kłóci się ten mężczyzna?
-Ależ oczywiście, że nie jestem, ale jestem Twoim menadżerem, więc powinieneś się mnie słuchać!
Co? Jaki menadżer? Nic nie rozumiem.
-Może mi jeszcze dupę podetrzesz, co? Mam już 27 lat, jestem DOROSŁY. Nie musisz trzymać mnie na smyczy, dam sobie radę.
-Właśnie widzę jak dajesz sobie radę. Siedzisz przy niej jakby była Twoim najważniejszym człowiekiem na Ziemi. Nie uważasz, że jest to trochę chore?
Czyli on siedzi przy mnie. Nie chcę! Nie chcę, nie potrzebuję tego. Chcę być sama.
-A skąd wiesz, czy nie jest takim człowiekiem? Co ty w ogóle wiesz o mnie? O moich uczuciach?!
-Pamiętaj nie będę prosił Cię po raz drugi.
Co się dzieje? Kim on jest?! Dlaczego mu tak na MNIE zależy?
Usłyszałam kroki, chwilę potem dźwięk wydał się wyraźniejszy. W dalszym ciągu usiłowałam trzymać oczy w zamknięciu.
-Jestem bezsilnny. Wybacz.
Ten głos wydawał się taki znajomy, ale ja nie mam znajomych. Więc kto to mógł być? Napewno nie jeden z moich ulubionych muzyków, aktorów. Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach! (...) Chwilę potem na moim czole zagościł zimny odcisk, nie wiem czego. Przez jedną krótką chwilę prawie otworzyłam oczy, ale na szczęście powstrzymałam ciekawość.
Z jednej strony chciałam poznać tą osobę, a z drugiej bałam się efektów. (...)

~ Bezimienny (Oliver) ~

-Jednak nasz Księciunio zdecydował się opuścić śpiącą Królewnę. Wiwat mu!
-Zamknij się!
Syknąłem przez zęby tak cicho jak tylko potrafiłem. Tak jak już pisałem, wkurza mnie. Wkurza mnie te jego lekkomyślne podejście do naszych spraw prywatnych. Pamiętam jak parę miesięcy temu rozwalił prawie dwu letni związek Lee z Franceską*. Za to właśnie Lee się do niego nie odzywa, i stał się taki jakiś inny, dziwny, zawsze ucieka wzrokiem gdy na niego patrzę. A przecież jesteśmy jednością, jesteśmy ZESPOŁEM, jesteśmy BRING ME THE HORIZON!

~ Wywiad, Bezimienny (Oliver) ~

-A więc, Oliver. Jak Twoje relacje z Amandą?
Boże musiała akurat o Nią zapytać, naprawdę nie ma żadnych innych, lepszy tematów? Poczułem wzrok wszystkich dookoła.
-Nie jesteśmy już parą, od kilku tygodni.
Kobieta która przeprowadzała z nami wywiad zrobiła wielkie oczy jak spód od butelki po piwie.
-Mógłbyś wyjaśnić nam dlaczego?
-Spytajcie się jej. Ona napewno chętnie wam na wszystkie pytania dotyczące zabawiania się za moimi plecami z kochankami odpowie.
Zrobiłem sztuczny uśmiech, w głębi duszy moje łzy stawały się coraz to cięższe. Skryłem twarz w dłoniach. Boże wybacz mi każdy mój grzech.
-Dobrze, napewno spytamy. Jordan, jak idzie Ci praca z resztą zespołu? Dobrze się rozumiecie?
I wypytywała o wszystko wszystkich. Ja trwałem w tej samej pozie co po odpowiedzeniu na swoje pytanie. (...)
To była jakaś istna męczarnia, nie zazdroszczę chłopakom. Dawała czasem bardzo prywatne pytania, czego każdy porządny i szanujący się dziennikarz nie powinien robić. Przynajmniej w moich oczach, bo kogo interesuje np. długość penisa Matt'a K.? No napewno nie mnie, mam własnego i nim się interesuje.
-Oliver wracając do Ciebie, masz na oku kogoś w zastępstwie za Amandę?
Na samo „Oliver” na moim całym ciele zagościły ciarki, takie dziwne a zarazem fajne uczucie.
-A co ci do tego?
Nie wytrzymałem i wyszedłem. Po prostu ten wywiad był dla mnie skończony. DO WIDZENIA. Żuć mnie w płomienie, patrz jak spalam się. Kawałek po kawałku. (...)
Postanowiłem, że drogę powrotną do szpitala pokonam pieszo. Nie jest zbyt daleko, a spacer napewno da mi dużą ulgę. Aż tu nagle..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za dwu tygodniową przerwę. Zrozumcie, POPRAWY. Na szczęście zdążyłam coś tam napisać, mam nadzieję że się podoba.
A na marginesie gorące pozdrowienia dla p. M. Rek. Przepraszam za te wulgaryzmy, no ale szczerze. Kto w moim wieku ich nie używa?
CZYTASZ-KOMENTUJESZ.

Dziękuję i do zobaczenia :*




sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 1. "Ławka", część druga.


~ Hannah ~

Nie siedziałam z nim zbyt długo, on poszedł do siebie, ja również to uczyniłam. Przez całą drogę powrotną myślałam o tej chorej sytuacji. Przecież jak on może zmienić moje życie, oczywiście jakby to on miał je zmieniać. Nawet jeżeli miałoby się tak stać, nie dam się wrobić w konia miłości. Za dużo przeszłam, aby ponownie dzielić z kimś serce. Przynajmniej nie teraz. To wszystko wykańcza mnie od środka, myśl o przeszłości, myśli o teraźniejszości. O czym ja mam kurwa w takim razie myśleć? Jedyną opcją jest przyszłość, ale ona jest zbyt nie przewidywalna, abym mogła sobie na to pozwolić. (...)
Wyjęłam klucze z kieszeni, otworzyłam dom. Jak zwykle świecił pustkami. Rodziców nie ma, nie żyją. Przyjaciół też nie ma, bo kto chciałby się zadawać z chorą psychicznie dziewczyną która na dodatek ma za sobą parę nieudanych prób samobójczych. NIKT. Więc jestem sama. (...) Spojrzałam na zegarek stojący na blacie kuchennym. O kurczę! Już 19:57, a ja nawet się nie przebrałam. Obudź się Pixie, proszę!
Stojąc przed szafą, znowu nie wiedziałam co mam ubrać. Zwykłe czarne leginsy, albo rurki i koszulkę z nazwą czy logo zespołu? A może lepiej będzie założyć jakąś sukienkę w stylu gotki? Czy coś. Co byś wybrał?
Przymierzałam po kolei wszystkie wymyślone stylizacje. Nic nie przykuło mojej uwagi, oprócz jednej ślicznej sukienki, którą niedawno sprezentowałam sobie na 20 urodziny. Była cała czarna na ramiączka, do połowy uda. Jej materiał w pięć minut został podrapany, w niektórych miejscach porozrywany. Czyli taka jakie lubię. Szybko uporałam się z jej założeniem. Następnie na moich ustach zagościła czerwona szminka, a na powiekach podwójna dawka ciemnych cieni. Byłam już gotowa.
Cała droga prowadząca z domu do hali gdzie miał odbyć się koncert, minął w zupełnej ciszy. Nikt się nie odezwał, nikt na mnie nie spojrzał, nie powiedział nic pod nosem, nawet nie włączyłam sobie muzyki! Szokujące, ale prawdziwe. Spoglądając na zegarek spostrzegłam się, że jest już grubo po 22:00. No po prostu great! Jestem w połowie drogi, nie zdążę.
Na skrzyżowaniu dwóch głównych ulic Sheffield Hawley Street z White Croft usłyszałam głośny pisk opon. Upadłam.

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Mam się cieszyć, czy nie? Bo, już nie rozumiem. W końcu jestem w domu, w Sheffield, więc powinienem tryskać pozytywną energią. Mam okazję spotkać się z rodziną, przyjaciółmi, odwiedzić moją ukochaną ławkę i las. Ale tak nie jest, z jednej strony kocham te miasto, a z drugiej nienawidzę. Cała przygoda z tą jebaną dziwką zaczęła się właśnie tutaj, w Sheffield. Wszystkie chore wspomnienia wracają, nie dają mi o sobie zapomnieć, robią mi na złość.
Kocham to miejsce, bo się tu urodziłem, wychowałem wśród wspaniałych ludzi, miejsc. To tutaj, na mojej ukochanej ławeczce powstały wszystkie piosenki, wiersze. Nawet nie jestem w stanie wyrazić tego, ile jest dla mnie warta. (...) No ale, czas się obudzić. Dzisiaj wielkie show. Trzeba się przygotować!”

-Oliver, wszystko gra? Siedzisz cały czas nad tym, nawet w samochodzie musisz to macać. Ogar, człowieku!
Zaczął swoje kazania nasz menadżer. W miarę spoko gość, chociaż jedno mi w nim przeszkadzało-zawsze się musiał w coś wpieprzać, nie ważne czy jesteśmy w trasie, czy jest to nasze życie prywatne. Wkurza mnie!
-Nie, wszystko jest okej. Wiesz, ymm przypominam sobie wszystkie teksty.
Skłamałem. Nie mogłem mu powiedzieć, że piszę pamiętnik i wylewam w nim wszystkie żale. Dziwnie by to wyglądało, ja Oliver Sykes wielki 'corowy twardziel z pamiętnikiem. Nie! To nie dorzeczne.
Reszta zespołu siedziała cicho ze słuchawkami w uszach i albo po raz kolejny powtarzała sobie wszystkie chwyty itp., albo jak Nicholls tańczyła.
-Chciałbym ci wierzyć. Musisz o niej zapomnieć, to co było nie wróci.
Hah, fajnie. To co było, nie wróci. Właśnie w to nie wierzę! Nie wierzę już w prawdziwą miłość, nie wierzę, że to co jest teraz ulegnie długotrwałej zmianie. Za dużo rzeczy w moich oczach było zbyt oczywistych. Nie da się tego od tak naprawić. Po prostu nie ma na to lekarstwa!
-Uwierz i lepiej zajmij się kierownicą, jesteśmy i tak już nieźle spóźnieni.
Włożyłem słuchawki w uszy, lecz zanim to uczyniłem dotarł do mnie pisk opon. Ale to nie byliśmy my, nie poczułem żadnego gwałtownego ruchu w lewo, czy prawo. W celu ogarnięcia sytuacji wyjrzałem przez okno samochodu. Chwilę potem, na skrzyżowaniu ujrzałem samochód i mimo, że było dość ciemno sporą plamę krwi. Nie mogłem na to patrzeć, nie mogłem być tak obojętny!
-Zatrzymaj się!
Nie zważając na wykonanie polecenia, wybiegłem z jadącego samochodu.
Cała lewa przednia strona samochodu była na maksa rozjebana, uderzył w drzewo. Wyszedł kierowca, jego twarz była cała zalana krwią, lecz to nie od niego jest ta plama. Zaczął coś gadać, nie słuchałem. Pobiegłem w stronę plamy krwi. Na asfalcie leżała dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna, jestem ciekaw gdzie wybierała się o tej porze.
Spojrzałem w stronę sprawcy, usiadł. Przed nim stał któryś z zespołu, nie jestem pewny ale chyba nasz perkusista. Reszta jakby nigdy nic siedziała sobie w naszym vanie.
Poczułem muśnięcie na moim lewym nadgarstku. Odwróciłem się.
-Oliver.
Dziewczyna zamknęła oczy. No kuźwa, nie umieraj mi tu! Sięgnąłem szybko do kieszeni spodni po telefon. Zadzwoniłem po karetkę, przyjechała prawie natychmiast.
-Co się stało?

Spytał mnie jeden z lekarzy. Jego oczy. Były identyczne, jak te Amandy. Boże Sykes, opanuj dupę!
-Nie wiem, potrącił ją chyba.
Wskazałem na opatrywanego mężczyznę. Był w szoku, zresztą tak samo jak ja. Mimo, że nie było mnie na miejscu zdarzenia, to jestem teraz i widzę ją. Jest taka bezbronna, wydaje się taka lekka, taka pozbawiona życia, a jednak żyje.
Lekarze zaczęli ją opatrywać, wzięli na nosze i gdzieś odjechali. Tak samo postąpili z kierowcą. (...) Nic tu po mnie. Wsiadłem do vana.
-Co ty kurwa odpierdalasz!?
Boże jakie pretensje, na koncert i tak byśmy nie zdążyli. Musiałem tam iść, coś mnie tam ciągnęło. Nie wiem co. Po prostu nie mogłem patrzeć na to, a może nie chciałem? Nie wiem.
-Nic, jedź już na ten koncert.
Ruszyliśmy.
Koncert minął nie tak jak powinie. Zaczęliśmy dopiero w pół do 24:00. Fani zgodnie na nas czekali, ale szczerze mówiąc nie obraził bym się jakby poszli. Po prostu nie mogłem skupić myśli, pomyliłem teksty „It never ends” z „Chelsea smile”. Nigdy mi się to nie zdarzyło, nie przy takich piosenkach! (...) W tłumie ludzi wypatrywałem przyjaciół, nikogo nie było. Właśnie zdałem sobie sprawę, że mnie opuścili...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mała zmiana planów co do koncertu, ale myślę, że było ciekawe :) A jak nie było, to przynajmniej dużo wniosło to do przyszłość rozwijania się akcji. Dziękuję za wejścia. ARIZ-jesteś świetna. Love U. <3