niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 4. "Trup."






-Oli, co ty się tak lampisz w ten telefon? Złe wiadomości?
Matt ocknął mnie z głębokiego zamyślenia. Czemu Cam – jeden z gitarzystów Asking Alexandria, pisze do mnie w „ważnej sprawie”? Nie to, że mam coś do niego, absolutnie nie. Lubię z chłopakami z AA dobrze wpić, się zabawić. Impreza z nimi to odreagowanie od rzeczywistości. W tym momencie przydałaby mi się właśnie taka. Po prostu zdziwił mnie fakt, że on napisał do MNIE. Na pewno ma wielu przyjaciół, zaufanych osób, które z chęcią pomogą mu w tej „ważnej sprawie”.
A tak odbiegając od rzeczy, ciekaw jestem co tak na prawdę chce. Wspólny projekt, a może po prostu tak, pogadać o jakiejś tam ważnej sprawie.
Pokazałem ekran mojego iPhona, najlepszemu przyjacielowi.
-Hmmm, może Amanda ich nęka. - Uniósł obydwie brwi ku górze. - Pamiętasz jak się dobierała do Daniella?
I znowu wspomnienia wracają. Ile ona jeszcze momentów w życiu mi spierdzieli? Zmarnowała ogromny kawał mojego życia, tylko po to, by się wylansować. Yoł, yoł, jestem z Sykes'em. Muszę być fajna. - Tak właśnie o to mi chodziło.
Chcę wypieprzyć ją na dobre z mojego serca, umysłu, ciała i duszy. Rozdział się zamknął i otworzył nowy. Tym pieprzonym kluczem, zamknęłaś mnie w swym sercu.
-Nie wspominaj mi nawet o niej. Mam już tego dosyć. Wywiady – ONA, spacery – INNI UPRZYKŻAJĄCY CI ŻYCIE, LUDZIE, ty – ONA. Nie uważasz, że to przesada? Czy to coś ze mną, jest nie tak, bo JA JUŻ KURWA POSTRADAŁEM WSZYSTKIE ZMYSŁY!
-Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bez znaczenia w jak beznadziejnej sytuacji się znajdziesz, po jakiej ja będę stronie, zawsze cię wysłucham. Słowa czasem nie wystarczą, ale od czego jest alkohol? - Matt podał mi do ręki butelkę, najlepszej wódki jaką posiadał. -
To prawda, zawsze mogę na niego liczyć, jest dla mnie jakby odzwierciedleniem mojej duszy. Duszy, która zawsze prawdę ci powie. W pewnym sensie kocham tego skurwysyna. Nie po raz pierwszy ratuje mnie z kompletnego dołka. Dlatego darzę, go takimi, a nie innymi uczuciami.
A mój plan na dziś – upić się do nieprzytomności.
-Zaczynajmy!
-Zaczynajmy! Odpowiedziałem ze śmiertelną powagą w głosie.

~ Hannah. Następnego dnia. ~

Obudziłam się. Czuję się beznadziejnie. Czuję się, jakbym była kompletnym wrakiem człowieka, pozbawiona życia.

Wszystko stało się tak jakby obojętne. Nie martwi mnie fakt, że leżę w szpitalu, że jestem sama jak kołek wbity pośrodku oceanu.
Poczułam lekkie ukłucie w okolicy szyi, dokładnie jak wczoraj gdy próbowano mnie „uśpić”. Ale teraz jestem sama, nikogo w pobliżu nie było. Jestem tylko ja i ściany. Teraz nikt nie może zrobić mi krzywdy.
Ukłucie dawało się coraz to bardziej we znaki. Z minuty na minutę ból stawał się coraz to bardziej silniejszy, aż w końcu mój organizm nie wytrzymał.
-Doktorze, doktorze! Zaczęłam krzyczeć resztkami sił.

~ Bezimienny. (Oliver). ~

Moja głowa pęka. No cóż, kac morderca nie ma serca.
Powolnie otworzyłem zaspane oczy, cały obraz który, moje oczy próbowały wyraźnie odczytać, jest cały rozmazany. Przetarłem po nich ręką. Świat stał się znowu przejrzysty.
Jak kaleka wstałem z łóżka, na którym najwidoczniej musiałem odpoczywać. Na szczęście udało mi się uniknąć „wypadku”. Nie chciałbym się uszkodzić, przed tak ważnym spotkaniem z ukochaną.
Przeczołgałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro, odbicie które ujrzałem wzbudziło odruch wymiotny. Zamglone oczy, rozczochrane na wszystkie strony świata włosy, popękane usta. Wyglądam jak siódme nieszczęście. Chociaż kogo ja będę oszukiwał - jestem siódmym nieszczęściem.
Odkręciłem kran, na mojej twarzy bez ostrzeżenia pojawiły się kojące krople zimnej wody. Wziąłem do ręki Nicholls'ową szczoteczkę do zębów, nałożyłem grubą warstwę pasty i zacząłem porządnie szorować me kły. Chcę pojechać do szpitala, ale z wydobywającym się z mojej paszczy zapachem alkoholu i fajek, ten pomysł nie wydaje się wcale taki fajny.
Zszedłem na dół, w prost do kuchni, pragnienie wygrało. Wziąłem z jednej z czarnych, kuchennych szafek kubek, po czym napełniłem go wodą mineralną po same brzegi. Momentalnie opróżniłem całą jego zawartość.
-Żyjesz jakoś, czy nie bardzo?
-Żyję, a nie widać?
Skłamałem, w głębi duszy czułem się jak antysocjalny człowiek, który kocha. Nic więcej.
-Widać właśnie. - Matt poczochrał lekko moje kudły. - Co dzisiaj robisz?
Co dzisiaj robię?Jadę do szpitala, powolnie umieram i cierpię.
-Chcę jechać do szpitala. Muszę wiedzieć co z nią się dzieje. Ale najpierw daj mi wody bo umrę.
Na przyszłość – nigdy nie pijcie trzech wielkich butelek Finlandii.
-Pojadę z tobą. Możemy jechać nawet teraz, widzę jak bardzo się z tym męczysz. -Nicholls wziął kluczyki od samochodu do rąk.- Po drodze zajedziemy do sklepu po wodę, skończyła się.
-Ruszajmy!
Po chwili byliśmy już na siedzeniach Land Rovera.
Nie mogę się doczekać gdy ją zobaczę, jej niewinną twarz, wszystkiego co się z nią wiąże. Kocham ją.
-Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie robisz, Matt. Bez ciebie już mnie tu nie było.
Zebrało mi się na szczere wyznania. Dziwne prawda? Serio, bardzo dużo mu zawdzięczam, wspiera mnie.
-Ale nie ma sprawy! Jesteś moim kumplem, nie mógłbym cię tak zostawić na lodzie.
Matt z impetem wyjechał na drogę.
Świeci słońce. Czy pogoda jest zwiastunem tego co ma się dzisiaj wydarzyć? Nie rozumiem tego.
W kilka minut dotarliśmy pod szpital.
-Ej mieliśmy najpierw jechać do sklepu!
-To chyba jest ważniejsze.
Z resztą, miał rację.
-Doktorze, doktorze!
Dźwięk dochodził z sali mojej poszkodowanej.
Szybko wpadłem do jej sali. Dziewczyna leżała na łóżku i trzymała się za szyję.
-Ej, wszystko jest okej. Nie rób mi tego!
Pobiegłem, zaczełem ją przytulać i uspokajać.
-Nie jest okej....




sobota, 5 października 2013

Rozdział 3. "Przeznaczenie."

-Oliver! Ludzie patrzcie to Oliver Sykes!
No świetnie po prostu. Wspominałem, że kocham psychofanki? Czasami są bardzo uciążliwe, gdzie tylko wyjdziesz tam one. Ten spacer, miał mi dobrze służyć, a nie pogorszyć mój stan psychiczny.
-Yyy, dziewczyny, spieszę się. Może kiedy indziej.
Posłałem im najszerszy uśmiech na jaki w tym momencie było mnie stać. Nie mam dzisiaj najmniejszej ochoty na rozdawanie autografów, uśmiechanie się, pozowanie do zdjęć. Przytłacza mnie dzisiaj to wszystko. Jestem zmęczony, zdesperowany, stęskniony, wkurzony. Dalej wymieniać? Po prostu odechciewa mi się dzisiaj życia. Najchętniej poszedłbym do domu, a najpierw do sklepu, zaopatrzył się w dobry alkohol i wszystko wypił. Ale nie zrobię tego, nie chcę jej zostawiać samej, w tym szpitalu. Domyślam się, co czuje. Jest oszołomiona, nie wie co się dzieje. Myślę, że jakbym znalazł się w jej sytuacji czuł bym to samo. Lekarze mówili, że w wyniku śpiączki jej pamięć może ulec drobnej deformacji. Oby przynajmniej mnie pamiętała.
-Ale Oliver, to tylko kilka zdjęć i autografów, na prawdę nie stracisz dużo czasu.
Tak, tak. Ja już was znam. Podejrzewam, że w ich głowach rysują się obrazy nagiego mnie. Najlepiej w łóżku z różą. Niestety, świat jest zbyt okrutny, by to stało się faktem.
-Wybaczcie, ale serio muszę już iść, jestem i tak już spóźniony.
Dziewczyny dziwnie na mnie spojrzały. Jakbym się urwał z choinki, albo lepiej, jakbym był jakimś pedofilem. Szybko zmniejszyły krąg wokół mnie. Wydałem się aż tak srogi? Przecież chciałem tylko im przemówić do rozsądku, że nie mam zamiaru dzisiaj z nimi gadać.
Bez słowa opuściłem ich towarzystwo. O dziwo, żadna z nich mnie nie wołała, żadna za mną nie pobiegła. Czyżby straciły do mnie sympatię? Uwierzcie, cieszę się z tego bardzo.
Wiadomo, skierowałem swe kroki do szpitala. Stęskniłem się za Jej widokiem. Ona jest tak piękna, tak delikatna, zakochałem się – to pewne. Zrobiłem to, co przysięgałem sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Po prostu nie. Nie chcę. A jak ona okaże się, że jest fałszywą laską? Nie chcę nawet pisać takich scenariuszy. Jest zbyt melancholijna, na taką. Z wyglądu wydaje się taka, cicha, jakby czekała na śmierć. Jej rysy twarzy są tak perfekcyjne. Nie sądzę, żeby była taka. A może po prostu nie chcę, żeby taka była? Tak, to z pewnością. Z tego co pamiętam, jej oczy, tak jak jej włosy są czarne. Są tak bardzo uzależniające.
Ludzie których mijam, są smutni. Czy tak jak mnie przytłacza ich życie? A może po prostu, są smutni z natury? A może zgrywają tylko pozory, by inni smutni ludzie nie czuli się samotni z własnym „ja”?
Pada deszcz. To już u nas tradycja, Anglia jest wyspą, a Sheffield miasteczkiem położonym na samej północy kraju. Normalne. Ale szczerze, lubię deszcz. Lubię też słońce. Chyba jak każdy normalny człowiek, prawda? Z resztą mi to bez różnicy. Przywykłem do deszczu. Jest kojący, lubię w tedy myśleć nad sensem życia i życia po śmierci. Jestem ateistą, nie wierzę w Boga. Ale wierzę w opowieść mojej Świętej Pamięci babci Evy. Mówiła „Gdy człowiek umiera, jest wkładany do trumny i chowany w ziemi, by jego ciało mogło spokojnie zgnić. Jego dusza, nie umiera. Dusza wstępuje w innego człowieka, którego przeznaczeniem jest pojawienie się w naszym życiu.”. Wierzę jej, wierzę, że jest tu, w śród ludzi którzy mnie otaczają.
Pojawiłem się pod drzwiami sali nieznajomej. Przez chwilę się wahałem, nie wiem, czy chce mnie widzieć. Zapukałem.

~ Hannah, kilka godzin wcześniej. ~

Musiałam w końcu otworzyć te oczy, no musiałam. Mężczyzna wyszedł, nie słyszałam jego kroków, oddechu, ani czegokolwiek co by potwierdzało Jego obecność. Dlatego je otworzyłam.
Nikogo nie ma, żadnej marnej duszyczki. Jestem tylko ja, pomiędzy białymi ścianami. Wyglądają na szpitalne, ich biel bije po oczach. Bije bardzo. Moja głowa! Zaczęłam krzyczeć. Nie chcę tu być, chcę się znaleźć w moim domu! Tu, natychmiast. Proszę zabierzcie mnie do domu, zaczęłam łkać.
-Proszę się uspokoić, nic Pani nie jest. Spokojnie.
Ktoś próbował zapanować nade mną. Szarpnął mną, a chwilę później poczułam kojące zimno w okolicy szyi. (...)

~ Bezimienny. (Oliver). ~

Nikt, nic mi nie odpowiedziało. Śpi? A może ją przenieśli do innego pomieszczenia? Może jest na badaniach, zabiegach? Nie wiem. Nie mam pojęciach. Ale wiem, że nie chcę, by jej stało się coś złego. Chcę, aby była zdrowa i szczęśliwa ze mną. Nie zniósł bym widoku, jej leżącej na łożu śmierci. Co bym w tedy zrobił? Pewnie też bym się zabił.
-Co Pan tu robi? Jej nie można na razie odwiedzać. Proszę się odsunąć od drzwi.
Podszedł do mnie starszy gość w okularach i fartuchu ordynatorskim.
-Ale dlaczego? Co się stało?! Przecież, gdy wychodziłem, wszystko wskazywało, na to, że jest w porządku. Co jest nie tak!?!
Zacząłem rzucać ordynatorowi groźne spojrzenia. Przecież jej nic nie może się stać! Mamy być szczęśliwi, ona ma być szczęśliwa. Tak nie miało być! Wszystko spieprzyłem!
-Proszę się uspokoić. Podaliśmy jej środki uspakajające, po wybudzeniu była w szoku. Co jest normalne. Ale nie z tak silnym przerażeniem.
Lekarz pospiesznie zaczął się tłumaczyć.
Ale dlaczego jej? Przecież wszystko miało być dobrze, dlaczego wszystko się spieprzyło?! DLACZEGO!?
-Jak chce Pan zagłębić się w szczegółu, zapraszam Pana do gabinetu. Z resztą Panu również przydałaby się pomoc specjalisty.
Rzucił mi diabelskie spojrzenie.
Ja nie potrzebuję specjalisty! Ja nie chcę! Ja chcę być, pewny, że jej nic nie jest, ale nie mam ochoty rozmawiać z tym typem. Co z tego, że pomaga mojej pięknej poszkodowanej damie, jak mnie obraża? Nie chcę z nim gadać.
-Nie dziękuję.
Odpysknąłem, poczym usiadłem na krześle. Gość najwyraźniej odszedł, zajmować się swoimi sprawami.
Nie, to nie może się tak skończyć, nie! Proszę, nie! Ja nie chcę!

~ Kilka minut później, bezimienny (Oliver). ~

-Ej, chłopie, martwiliśmy się o ciebie. Wszystko gra?
Usłyszałem głos Nichollsa. Ma wyczucie czasu.
-Nie kurwa, nic nie jest w porządku! Ja nie chcę, żeby coś jej się stało, ja po prostu nie chcę, żeby to się tak skończyło!
Zacząłem łkać facetowi w bluzę, niczym mała dziewczynka. Trudno, przy nim mogę się ośmieszać. Ale tylko przy nim.
-Spokojnie, wszystko się jakoś ułoży, będziesz szczęśliwy, ona też. Chodź, pojedziemy do mnie. Mam dobry alkohol, będzie okej.
Zaczął mnie pocieszać, na nim zawsze mogę polegać. Jest moim kumplem na dobre i na złe i na zawsze nim pozostanie.
-A co mi szkodzi, i tak mnie tam do niej dzisiaj nie wpuszczą.
Wstałem, poszedłem za Matt'em.

~ W domu Nichollsa, Bezimienny (Oliver). ~

-No to dawaj, co masz ciekawego w lodówce?
Próbowałem się uśmiechać. Ale nie mogłem. Nie chciałem. W lewej kieszeni spodni poczułem wibracje.
Od : Camero Liddell.
Słuchaj, Oli. Jest sprawa i to poważna.”
.....


________________________________________

No tak, jest. Z "lekkim opuźnieniem", ale jest. Daria Coma, prosiła przekazać, że u niej notka pojawi się nie wiadomo kiedy. Musi nabrać weny i chęci do pisania.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ









niedziela, 29 września 2013

Reaktywacja!

Cześć, to znowu ja. Pieprzona marzycielka. Mam cichą nadzieję, że się stęskniliście za mną.c: No jak nie, to trudno.
Przepraszam was bardzo za tą trzy miesięczną zawiechę. Serio, przepraszam. Nie miałam kompletnie czasu na jakiekolwiek pisanie. Wena też mnie opuściła. Niestety, zdarza się.
Serdecznie chciałabym podziękować dawnej Mortician's Daughter, a dzisiejszej Darii Coma. Dziękuję kochana. <3 Nikomu nic nie mówiłam, ale Daria bardzo pomagała mi przy pisaniu, dawała wsparcie. No cóż, ja opuściłam opowiadanie, zerwałyśmy kontakt i wszystko stanęło w miejscu. Na szczęście nasze drogi znów się spotkały i postanowiłyśmy, że na nowo zajmiemy się tym "fanfiction".
Na dziś o reaktywacji to wszystko. Oczywiście zasady pozostają takie same "CZYTASZ - KOMENTUJESZ. I każde zażalenie proszę kierować w komentarzach."
Rozdział pojawi się niebawem. Może nawet jutro, bądź we wtorek. Zobaczymy jak się wyrobię z nauką, a Daria z postem na http://yfydggtdtgdgdgd.blogspot.com/.
Pozdrawiam, buziaki. :*

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 2. "Wywiad".

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Kolejny nudny dzień siedzenia w szpitalu. Chociaż, czy ja wiem, czy znowu taki nudny? Przynajmniej nie powinie być nudny. (...) Mam dużo spraw do przemyślenia. Nie wiem co mam ze sobą zrobić po zerwaniu z Amandą. Nie wiem co mam o tym myśleć. (...) Oczywiście, nie pójdę do niej i nie przeproszę za to co powiedziałem na jej temat. Po prostu nie jestem w stanie wybaczyć osobie którą naprawdę kochałem, bezgranicznie wierzyłem i nie widziałem poza nią świata, takiego kłamstwa, upokorzenia. (...) Jak to kiedyś ktoś powiedział bardzo mądrego „miłość jest ślepa” w moim przypadku jest to najświętsza prawda. Byłem nią cały zaślepiony, jest piękną kobietą, ale jakże fałszywą.
Teraz pojawiła się Ona. Nie znam nawet jej imienia, ale wiem, że chcę je poznać. Chcę poznać każdy centymetr jej ciała, duszy ... (...)”

-Doktorze, kiedy ona się obudzi?
Pan Gregers, doktor prowadzący nieznajomej zaczął sprawdzać jakieś urządzenia do których była podłączona. Jej stan jest ciężki, walczy o życie. Nie chcę aby na moich oczach umierała osoba którą uratowałem, która w pewnym nie wyjaśnionym sensie była dla mnie zagadką.
-W tedy kiedy, jej stan będzie stabilny wybudzimy ją ze śpiączki.
Idąc do prowadzących do wyjścia z sali drzwi posłał mi przelotny uśmiech. Nie był szczery, był pełen obaw. Jestem pewien, że nie miał na myśli żadnych pozytywnych rzeczy, wręcz przeciwnie.
Cały czas przyglądałem jej się uważnie, spała. Ale cienka biała pierzyna co i raz unosiła się ku górze, co było w tej chwili najważniejsze. Jest piękna, jej włosy mimo, że rozczochrane i lekko przetłuszczone, są nadzwyczajne. Takie czarne, jak smoła. Do tego cudowna śnieżno biała cera, wspaniale kontrastuje z włosami. Jest szczupła, aż za szczupła, ale to nie wnosi żadnej większej różnicy. Pamiętam gdy pierwszy raz ją ujrzałem, spojrzała mi w oczy. Obawiam się, że mogła być naszą fanką. Nie mogę zakochać się w MOJEJ fance, to było by chore, co pomyślała by sobie reszta zespołu, menadżerowie? A co najważniejsze fani i media? Pogorszył bym swoją reputację jeszcze bardziej.

~ Następnego dnia rano. Hannah ~

Mój mózg zaczął pracować, myśleć. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w moim domu. Więc gdzie jestem? Co się stało? Zaraz zacznę krzyczeć i uciekać. Tak jestem PRZEWRAŻLIWIONA.
Powoli do moich uszu napływały dźwięki. Bałam się otworzyć oczy, nie wiem co by się w tedy stało.
(...)
-Oliver, musisz jechać na ten wywiad. Przyniesie nam dużo korzyści.
-Ale ja nie chcę. Chcę być tu, przy Niej.
Jaki Oliver, kto to Oliver, co robi tu ten człowiek? Dlaczego chce tu zostać? Nic nie pamiętam, nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegokolwiek epizodu z mojego chorego, nudnego życia.
-Jak to chcesz? Nawet nie znasz tej dziewczyny!
-To co z tego? Nie będziesz rozkazywał mi co mam robić! Nie jesteś mną.
Czyli kim jest osoba z którą kłóci się ten mężczyzna?
-Ależ oczywiście, że nie jestem, ale jestem Twoim menadżerem, więc powinieneś się mnie słuchać!
Co? Jaki menadżer? Nic nie rozumiem.
-Może mi jeszcze dupę podetrzesz, co? Mam już 27 lat, jestem DOROSŁY. Nie musisz trzymać mnie na smyczy, dam sobie radę.
-Właśnie widzę jak dajesz sobie radę. Siedzisz przy niej jakby była Twoim najważniejszym człowiekiem na Ziemi. Nie uważasz, że jest to trochę chore?
Czyli on siedzi przy mnie. Nie chcę! Nie chcę, nie potrzebuję tego. Chcę być sama.
-A skąd wiesz, czy nie jest takim człowiekiem? Co ty w ogóle wiesz o mnie? O moich uczuciach?!
-Pamiętaj nie będę prosił Cię po raz drugi.
Co się dzieje? Kim on jest?! Dlaczego mu tak na MNIE zależy?
Usłyszałam kroki, chwilę potem dźwięk wydał się wyraźniejszy. W dalszym ciągu usiłowałam trzymać oczy w zamknięciu.
-Jestem bezsilnny. Wybacz.
Ten głos wydawał się taki znajomy, ale ja nie mam znajomych. Więc kto to mógł być? Napewno nie jeden z moich ulubionych muzyków, aktorów. Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach! (...) Chwilę potem na moim czole zagościł zimny odcisk, nie wiem czego. Przez jedną krótką chwilę prawie otworzyłam oczy, ale na szczęście powstrzymałam ciekawość.
Z jednej strony chciałam poznać tą osobę, a z drugiej bałam się efektów. (...)

~ Bezimienny (Oliver) ~

-Jednak nasz Księciunio zdecydował się opuścić śpiącą Królewnę. Wiwat mu!
-Zamknij się!
Syknąłem przez zęby tak cicho jak tylko potrafiłem. Tak jak już pisałem, wkurza mnie. Wkurza mnie te jego lekkomyślne podejście do naszych spraw prywatnych. Pamiętam jak parę miesięcy temu rozwalił prawie dwu letni związek Lee z Franceską*. Za to właśnie Lee się do niego nie odzywa, i stał się taki jakiś inny, dziwny, zawsze ucieka wzrokiem gdy na niego patrzę. A przecież jesteśmy jednością, jesteśmy ZESPOŁEM, jesteśmy BRING ME THE HORIZON!

~ Wywiad, Bezimienny (Oliver) ~

-A więc, Oliver. Jak Twoje relacje z Amandą?
Boże musiała akurat o Nią zapytać, naprawdę nie ma żadnych innych, lepszy tematów? Poczułem wzrok wszystkich dookoła.
-Nie jesteśmy już parą, od kilku tygodni.
Kobieta która przeprowadzała z nami wywiad zrobiła wielkie oczy jak spód od butelki po piwie.
-Mógłbyś wyjaśnić nam dlaczego?
-Spytajcie się jej. Ona napewno chętnie wam na wszystkie pytania dotyczące zabawiania się za moimi plecami z kochankami odpowie.
Zrobiłem sztuczny uśmiech, w głębi duszy moje łzy stawały się coraz to cięższe. Skryłem twarz w dłoniach. Boże wybacz mi każdy mój grzech.
-Dobrze, napewno spytamy. Jordan, jak idzie Ci praca z resztą zespołu? Dobrze się rozumiecie?
I wypytywała o wszystko wszystkich. Ja trwałem w tej samej pozie co po odpowiedzeniu na swoje pytanie. (...)
To była jakaś istna męczarnia, nie zazdroszczę chłopakom. Dawała czasem bardzo prywatne pytania, czego każdy porządny i szanujący się dziennikarz nie powinien robić. Przynajmniej w moich oczach, bo kogo interesuje np. długość penisa Matt'a K.? No napewno nie mnie, mam własnego i nim się interesuje.
-Oliver wracając do Ciebie, masz na oku kogoś w zastępstwie za Amandę?
Na samo „Oliver” na moim całym ciele zagościły ciarki, takie dziwne a zarazem fajne uczucie.
-A co ci do tego?
Nie wytrzymałem i wyszedłem. Po prostu ten wywiad był dla mnie skończony. DO WIDZENIA. Żuć mnie w płomienie, patrz jak spalam się. Kawałek po kawałku. (...)
Postanowiłem, że drogę powrotną do szpitala pokonam pieszo. Nie jest zbyt daleko, a spacer napewno da mi dużą ulgę. Aż tu nagle..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za dwu tygodniową przerwę. Zrozumcie, POPRAWY. Na szczęście zdążyłam coś tam napisać, mam nadzieję że się podoba.
A na marginesie gorące pozdrowienia dla p. M. Rek. Przepraszam za te wulgaryzmy, no ale szczerze. Kto w moim wieku ich nie używa?
CZYTASZ-KOMENTUJESZ.

Dziękuję i do zobaczenia :*




sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 1. "Ławka", część druga.


~ Hannah ~

Nie siedziałam z nim zbyt długo, on poszedł do siebie, ja również to uczyniłam. Przez całą drogę powrotną myślałam o tej chorej sytuacji. Przecież jak on może zmienić moje życie, oczywiście jakby to on miał je zmieniać. Nawet jeżeli miałoby się tak stać, nie dam się wrobić w konia miłości. Za dużo przeszłam, aby ponownie dzielić z kimś serce. Przynajmniej nie teraz. To wszystko wykańcza mnie od środka, myśl o przeszłości, myśli o teraźniejszości. O czym ja mam kurwa w takim razie myśleć? Jedyną opcją jest przyszłość, ale ona jest zbyt nie przewidywalna, abym mogła sobie na to pozwolić. (...)
Wyjęłam klucze z kieszeni, otworzyłam dom. Jak zwykle świecił pustkami. Rodziców nie ma, nie żyją. Przyjaciół też nie ma, bo kto chciałby się zadawać z chorą psychicznie dziewczyną która na dodatek ma za sobą parę nieudanych prób samobójczych. NIKT. Więc jestem sama. (...) Spojrzałam na zegarek stojący na blacie kuchennym. O kurczę! Już 19:57, a ja nawet się nie przebrałam. Obudź się Pixie, proszę!
Stojąc przed szafą, znowu nie wiedziałam co mam ubrać. Zwykłe czarne leginsy, albo rurki i koszulkę z nazwą czy logo zespołu? A może lepiej będzie założyć jakąś sukienkę w stylu gotki? Czy coś. Co byś wybrał?
Przymierzałam po kolei wszystkie wymyślone stylizacje. Nic nie przykuło mojej uwagi, oprócz jednej ślicznej sukienki, którą niedawno sprezentowałam sobie na 20 urodziny. Była cała czarna na ramiączka, do połowy uda. Jej materiał w pięć minut został podrapany, w niektórych miejscach porozrywany. Czyli taka jakie lubię. Szybko uporałam się z jej założeniem. Następnie na moich ustach zagościła czerwona szminka, a na powiekach podwójna dawka ciemnych cieni. Byłam już gotowa.
Cała droga prowadząca z domu do hali gdzie miał odbyć się koncert, minął w zupełnej ciszy. Nikt się nie odezwał, nikt na mnie nie spojrzał, nie powiedział nic pod nosem, nawet nie włączyłam sobie muzyki! Szokujące, ale prawdziwe. Spoglądając na zegarek spostrzegłam się, że jest już grubo po 22:00. No po prostu great! Jestem w połowie drogi, nie zdążę.
Na skrzyżowaniu dwóch głównych ulic Sheffield Hawley Street z White Croft usłyszałam głośny pisk opon. Upadłam.

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Mam się cieszyć, czy nie? Bo, już nie rozumiem. W końcu jestem w domu, w Sheffield, więc powinienem tryskać pozytywną energią. Mam okazję spotkać się z rodziną, przyjaciółmi, odwiedzić moją ukochaną ławkę i las. Ale tak nie jest, z jednej strony kocham te miasto, a z drugiej nienawidzę. Cała przygoda z tą jebaną dziwką zaczęła się właśnie tutaj, w Sheffield. Wszystkie chore wspomnienia wracają, nie dają mi o sobie zapomnieć, robią mi na złość.
Kocham to miejsce, bo się tu urodziłem, wychowałem wśród wspaniałych ludzi, miejsc. To tutaj, na mojej ukochanej ławeczce powstały wszystkie piosenki, wiersze. Nawet nie jestem w stanie wyrazić tego, ile jest dla mnie warta. (...) No ale, czas się obudzić. Dzisiaj wielkie show. Trzeba się przygotować!”

-Oliver, wszystko gra? Siedzisz cały czas nad tym, nawet w samochodzie musisz to macać. Ogar, człowieku!
Zaczął swoje kazania nasz menadżer. W miarę spoko gość, chociaż jedno mi w nim przeszkadzało-zawsze się musiał w coś wpieprzać, nie ważne czy jesteśmy w trasie, czy jest to nasze życie prywatne. Wkurza mnie!
-Nie, wszystko jest okej. Wiesz, ymm przypominam sobie wszystkie teksty.
Skłamałem. Nie mogłem mu powiedzieć, że piszę pamiętnik i wylewam w nim wszystkie żale. Dziwnie by to wyglądało, ja Oliver Sykes wielki 'corowy twardziel z pamiętnikiem. Nie! To nie dorzeczne.
Reszta zespołu siedziała cicho ze słuchawkami w uszach i albo po raz kolejny powtarzała sobie wszystkie chwyty itp., albo jak Nicholls tańczyła.
-Chciałbym ci wierzyć. Musisz o niej zapomnieć, to co było nie wróci.
Hah, fajnie. To co było, nie wróci. Właśnie w to nie wierzę! Nie wierzę już w prawdziwą miłość, nie wierzę, że to co jest teraz ulegnie długotrwałej zmianie. Za dużo rzeczy w moich oczach było zbyt oczywistych. Nie da się tego od tak naprawić. Po prostu nie ma na to lekarstwa!
-Uwierz i lepiej zajmij się kierownicą, jesteśmy i tak już nieźle spóźnieni.
Włożyłem słuchawki w uszy, lecz zanim to uczyniłem dotarł do mnie pisk opon. Ale to nie byliśmy my, nie poczułem żadnego gwałtownego ruchu w lewo, czy prawo. W celu ogarnięcia sytuacji wyjrzałem przez okno samochodu. Chwilę potem, na skrzyżowaniu ujrzałem samochód i mimo, że było dość ciemno sporą plamę krwi. Nie mogłem na to patrzeć, nie mogłem być tak obojętny!
-Zatrzymaj się!
Nie zważając na wykonanie polecenia, wybiegłem z jadącego samochodu.
Cała lewa przednia strona samochodu była na maksa rozjebana, uderzył w drzewo. Wyszedł kierowca, jego twarz była cała zalana krwią, lecz to nie od niego jest ta plama. Zaczął coś gadać, nie słuchałem. Pobiegłem w stronę plamy krwi. Na asfalcie leżała dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna, jestem ciekaw gdzie wybierała się o tej porze.
Spojrzałem w stronę sprawcy, usiadł. Przed nim stał któryś z zespołu, nie jestem pewny ale chyba nasz perkusista. Reszta jakby nigdy nic siedziała sobie w naszym vanie.
Poczułem muśnięcie na moim lewym nadgarstku. Odwróciłem się.
-Oliver.
Dziewczyna zamknęła oczy. No kuźwa, nie umieraj mi tu! Sięgnąłem szybko do kieszeni spodni po telefon. Zadzwoniłem po karetkę, przyjechała prawie natychmiast.
-Co się stało?

Spytał mnie jeden z lekarzy. Jego oczy. Były identyczne, jak te Amandy. Boże Sykes, opanuj dupę!
-Nie wiem, potrącił ją chyba.
Wskazałem na opatrywanego mężczyznę. Był w szoku, zresztą tak samo jak ja. Mimo, że nie było mnie na miejscu zdarzenia, to jestem teraz i widzę ją. Jest taka bezbronna, wydaje się taka lekka, taka pozbawiona życia, a jednak żyje.
Lekarze zaczęli ją opatrywać, wzięli na nosze i gdzieś odjechali. Tak samo postąpili z kierowcą. (...) Nic tu po mnie. Wsiadłem do vana.
-Co ty kurwa odpierdalasz!?
Boże jakie pretensje, na koncert i tak byśmy nie zdążyli. Musiałem tam iść, coś mnie tam ciągnęło. Nie wiem co. Po prostu nie mogłem patrzeć na to, a może nie chciałem? Nie wiem.
-Nic, jedź już na ten koncert.
Ruszyliśmy.
Koncert minął nie tak jak powinie. Zaczęliśmy dopiero w pół do 24:00. Fani zgodnie na nas czekali, ale szczerze mówiąc nie obraził bym się jakby poszli. Po prostu nie mogłem skupić myśli, pomyliłem teksty „It never ends” z „Chelsea smile”. Nigdy mi się to nie zdarzyło, nie przy takich piosenkach! (...) W tłumie ludzi wypatrywałem przyjaciół, nikogo nie było. Właśnie zdałem sobie sprawę, że mnie opuścili...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mała zmiana planów co do koncertu, ale myślę, że było ciekawe :) A jak nie było, to przynajmniej dużo wniosło to do przyszłość rozwijania się akcji. Dziękuję za wejścia. ARIZ-jesteś świetna. Love U. <3



































 

środa, 29 maja 2013

Rozdział 1. "Ławka", część pierwsza.


~ Hannah ~

Obudziłam się. Promienie słoneczne które ukradkiem włamywały się do mojego pokoju, niemiłosiernie paliły moją twarz. Czułam się jakbym była w piekle, do którego mają wstęp tylko CI najgorsi. Tylko CI outsiderzy, najniebezpieczniejsi przestępcy. (...) Czułam, że coś mnie potrzebuje, że ja czegoś potrzebuję. Muszę to dostać jak najszybciej. Muszę wiedzieć co to jest. Nie mogę dłużej zwlekać. Czuję, że to jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Mogę to osiągnąć, lecz wcale nie wiem co to jest. (...)
Wychodząc z sypialni, która kiedyś należała do moich zmarłych rodziców, a teraz do mnie naszła mnie myśl. Myśl która mówiła „Idź tam. Twój świat naradza się na nowo.”. Hmm, no fajnie. Ale gdzie mam iść, po co? (...)
Lustrzane odbicie moich kruczo -czarnych oczu, przerażało mnie. Były takie nieszczęśliwe, w ich głębi za każdym razem dostrzegałam ogień. Ogień który niszczył mnie od środka, przez który nie mogłam racjonalnie myśleć.
Odkręciłam kran. Na mojej twarzy pojawiły się małe i bezbronne krople wody, wody która chciała za wszelką cenę oczyścić moje ciało i duszę. Lecz ja jej nie pozwalałam. Mój mózg, rozkazał mojej lewej ręce chwycić szczoteczkę do zębów i pastę, aby umyć moje naostrzone osamotnieniem zęby. Ręka powoli wykonywała swoją pracę, w lewo i prawo, z góry na dół. Po trzech minutach byłam gotowa na nałożenie lekkiego makijażu. Powolnymi ruchami nakładałam cienkie warstwy pudru, potem zrobiłam lekkie kreski. Następnie w taniec poszedł tusz. Gwałtownym ruchem, raz, dwa maznęłam po niewiarygodnie długich włoskach. Przyszła czas na fryzurę. I co mam zrobić? Szczotką szybko przeczesałam obcięte do poziomu ramion włosy, następnie grzywkę. Wyszłam (...) W mojej szafie, wisiało sto koszulek, kilka koszul, kilkadziesiąt par spodni, a ja w dalszym ciągu nie wiem co mam na siebie włożyć. A przecież nie idę na jakieś wystawne przyjęcie, idę aby się przejść. W końcu namyśliłam się. Wybrałam czarne leginsy, niebieską koszulę bez rękawów z jeansu. (...)
Schodząc na dół po schodach, przed oczami stawały mi stare obrazy. Obrazy na których się uśmiechałam, cała nasza rodzina była w komplecie. Nawet nasz pies Rocky, który pobiegł w nieznane. I ON. (...) Z szafki wyjęłam mój ulubiony talerz, w którym w dzieciństwie jadałam śniadania. Dawne czasy, które już nie powrócą. Z lodówki wyjęłam czekoladowe mleko, a z następnej szafki płatki śniadaniowe. Ach, ten pyszny pierwszy posiłek dnia. Aż po prostu chce się żyć! Heh, z tym ostatnim to żartowałam. (...)
Po skończonym posiłku, włożyłam talerz i łyżkę do zlewu, aby spokojnie mógł sobie poczekać, aż ktoś go wyczyści. Wychodząc z domu z wieszaka wzięłam czarną ramoneskę i jakieś stare buty, stojące na wycieraczce. Wyszłam. (...)
Uderzyła we mnie fala nieprzyjemnej wilgoci i zimna. Zapowiada się na burzę, to dobrze. Lubię je. Wyjęłam telefon z kieszeni ramoneski, w mojej głowie zabrzmiały pierwsze dźwięki niezwykłej „Don't Go.”, jednego z moich ulubionych zespołów-Bring Me The Horizon. Piosenka jest niezwykła, opowiada niesamowitą nieszczęśliwą historię. Podziwiam Oliver'a za to, co tworzy. Każda piosenka wychodząca spod jego ręki jest nieśmiertelna, nie do zapomnienia.
Na moim ciele i ubraniu powoli, sporadycznie pojawiały się krople deszczu. Były zimne, były jak kojąca maź, która lecz rany. Był mi potrzebny. (...) Z każdym postawionym przeze mnie krokiem krople leciały szybciej i częściej. Szłam dalej, szłam do lasu. Na moją ławeczkę, której dawno już nie odwiedziłam. Zawsze lubiłam tam przebywać, było cicho, można było pomyśleć, zastanowić się na sensem życia i innych pobocznych spraw.
Zbliżając się do ławki, czułam jak ten sam głos mówi „Jesteś już tak blisko. Nie możesz zawrócić!”, rzeczywiście znalazłam się blisko ławki, ale jakoś nie mogłam uwierzyć, że to właśnie moja ukochana ławeczka znajdująca się po środku lasu ma odmienić moje życie. (...) Moim oczom ukazała się wspominana ławka, a na niej.. a na niej jakaś postać. Było ciemno, nie mogłam jej rozpoznać. Chociaż mniemam, że w świetle słonecznym również nie udało by mi się to, nie znam na tyle dobrze ludzi z moje otoczenia. Podeszłam.
-Kim jesteś?
Mój głos zabrzmiał bynajmniej, jak bym była zła, smutna. Nie mogę napisać, że nie byłam. Nie życzyłam sobie żadnego gościa w moim „miejscu”.
To wszystko wyglądało dziwnie. To tutaj doprowadził mnie głos z mojej głowy, do mojej ławeczki. Ale co robi tutaj, ten osobnik ludzki?
-Jestem Matt. Miło mi cię poznać.
Osłupiło mnie. Chłopak o tym pięknym imieniu Matt, nawet nie odkręcił się, w celu ujrzenia mojej twarzy. Może po prostu nie chciał? Może wydałam się mu za ostra? Może on sobie przywłaszczył moje miejsce i mnie tu nie chce? Nie wiem.
-Co tu robisz?
Tym razem również się nie odkręcił. Tkwił w tej samej pozie, co parę minut temu. Sprawiał wrażenie hmm, skrywającego tajemnicę, ale za razem przyjaźnie nastawionego. Nawet nie wiem jak mam go opisać. Ba! nie znam go, więc jak mogę mieć wyrobione zdanie na jego temat?
-Siedzę. Nie mogę?
-Możesz, oczywiście.
Co ja odpierdalam? W co ja się pakuję? I kolejne pytanie od mojego serca : „Dlaczego chcesz w to brnąć? Po co ci to?”. Lecz mój umysł był innego zdania, nie pozwalał mi odejść, uzmysłowił sobie, że nieznajomy jest jak magnez. Magnez, który przyciąga mnie, a ja nie mogę się temu oprzeć. Ten Świat jest CHORY.
Postać odwróciła się twarzą w moją stronę, tak, że doskonale widziałam jego rysy. Były takie delikatne, takie smutne, takie wrażliwe, takie tajemnicze. Nie mogłam oderwać od nich oczu, byłam zaczarowana. Zupełnie tak, jak za pierwszym razem, kiedy poznałam GO. (...) Chłopak przesunął się lekko na lewą stronę ławki, zostawiając miejsce dla jeszcze jednej osoby. Po czym klepną dwukrotnie w deski, porośniętej mchem, dając znak, że mogę usiąść.
-Jak masz na imię?
Zajęłam miejsce obok niego. Był tak blisko. Doskonale go czułam. Był dla mnie zagadką, zagadką którą w pewnym sensie już rozwiązałam. (...) Chłopak trzymał w dłoniach zeszyt, a raczej szkicownik.
-Hannah, ale proszę cię. Mów mi Pixi.
Nie lubię swojego imienia, źle mi się kojarzy. Jest takie dziwne, nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Pixi, rodzice zawsze tak mnie wołali, dlatego zapamiętałam je tak dobrze. Jest to jedna z nielicznych pamiątek po nich. Tak mi mało zostało, wszystko zabrał ON. Nawet wspomnienia po rodzicach.
Wbił wzrok w ziemię. Był taki, jakby zainteresowany, a za razem obojętny. Ma w sobie tyle podobieństw, ale jeszcze więcej przeciwieństw. Czy to jest zdrowe? Czy to w ogóle jest możliwe?
-Dobrze. Mam jedno pytanie do ciebie.
-Tak?
No mów wreszcie! Mam nadzieję, że nie będzie to coś w stylu „ile masz lat?”, albo „co u ciebie słychać?”. Proszę , okaż się trochę bardziej orginalny, błagam.
-Lubisz zespół Bring Me The Horizon?
Matko, co za pytanie. Oczywiście, że ich lubię. (...) Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się nieśmiały uśmiech. Tak dawno nie gościł na niej. Podniósł wzrok z ziemi na mnie. Uśmiechnął się. Wyglądał, na bardzo przystojnego młodego człowieka. Głębia jego oczu była cudowna, mogłabym w niej utonąć i nie przejmować się niczym innym.
-Tak, oczywiście, że lubię.
-To się, świetnie składa. -Na jego twarzy, zagościł jeszcze większy uśmiech.- Bo widzisz, mam dwa bilety na ten koncert co ma się odbyć dzisiaj o 22:00, no i nie mam z kim iść. Dotrzymała byś mi towarzystwa?
O kurwa, z tej całej rozterki moich uczuć kompletnie zapomniałam, o koncercie. Tak długo na niego czekałam. Nawet nie kupiłam biletów, ale zawsze musi się ktoś znaleźć, co miałby je na zbycie. I dobrze
-Jasne, że tak!

~~~~~~~~~

I jak się podoba, pierwsza część pierwszego rozdziału? Jak się podoba Matt? Może być? Jesteście ciekawi co wydarzy się na koncercie? Jakie uczucia wrócą do Hannah. Od razu mówię, Hannah nie jest byłą dziewczyną „bezimiennego”. Więc naprawdę zapowiada się ciekawie. Dziękuję wam bardzo za te komentarze, jesteście wspaniali, kocham Was!
CZYTASZ-KOMENTUJESZ.














poniedziałek, 27 maja 2013

Prolog



~ Hannah ~

Drogi pamiętniku!
Kolejny dzień, kolejne smutki, kolejne słone zły które goszczą na moich policzkach. Są jak deszcz, deszcz który niemiłosiernie kapie z nieba, kapie bo chce namieszać w środowisku ludzkim. A ludzie tylko bezradnie patrzą na jego zimne uczucia. (...) Czasami żałuję decyzji które podjęłam w ciągu mojego 20 letniego życia. Były zloty i upadki. Było dobrze i za razem źle. (...) Ludzie którzy pojawiają się w życiu, są niezniszczalni, nawet jeżeli bardzo byś chciał nie możesz wymazać ich z pamięci. Nie możesz unicestwić wspomnień. Czasami moje serce pyta mój rozum, czy on jeszcze tam jest? Dlaczego pozwalasz się jej mieszać w złe towarzystwo? I najważniejsze, po jaką cholerę pozwala jej cierpieć? (...) Ludzie są i odchodzą. Są i po pewnym czasie znikają. Nie możesz ich dostrzec, nie możesz poczuć ich słodkiego zapachu, nie możesz nic z tym zrobić. Dlaczego to co jest dla mnie tak ważne, już nie jest? Nie. To złe określenie, jest w dalszym ciągu, ale już nie widzę tego co widziałam. Chciałabym zacząć to wszystko od nowa, ba! powinnam to zrobić. Powinnam za wszelką cenę spróbować na nowo stać się człowiekiem. Ale nie mam dla kogo się nim stać. Był, odszedł. Nie ma go już....”

~ Bezimienny ~

Pamiętniku! Pamiętaj, zawsze przypominaj mi o moich błędach. Nie chcę ich popełnić po raz drugi.
Kiedyś miałem wszystko. Miałem miłość swojego życia, miałem pieniądze, wszystko szło po mojej myśli. Lecz ona. Pojawiła się tak niespodziewanie. Nikt nie wiedział kim jest ta piękna, młoda dama. Jaki jest jej cel. Teraz już wiem, że jej celem byłem Ja. (...) Dałem się jej amorom. Jej puste słowa zdołały opanować całego mnie. Zadużyłem się w niej. Spotykaliśmy się. Na początku byliśmy zwykłymi przyjaciółmi, lecz jeden „niewinny” pocałunek zmienił wszystko. Sprawy poszły za daleko. Nie wiem jak mogłem zrobić To. Zdradziłem swoją dziewczynę, dziewczynę która była dla mnie odzwierciedleniem prawdziwego szczęścia i niezależności. Nie zdawałem sobie sprawy jakie będą ku temu konsekwencje, gdyż nie widziałem ich. Byłem ślepy, zaślepiony niebagatelną urodą niejakiej Amandy. Była piękna, każdy jej gest wydawał się najdoskonalszym jaki można by było sobie wyobrazić. Każdy mi jej zazdrościł, lecz teraz już wiem, że nie miał czego. (...) Pewnego pięknego letniego dnia, jadąc do studia nagraniowego Amanda zachowywała się dziwnie. Jakby chciała czegoś uniknąć, czegoś bardzo się bała. Nie miałem pojęcia, o co jej chodzi. Lecz chwilę potem, zrozumiałem. Przez ponad dwa i pół roku „zabawiała” się za moimi plecami. Hah, zabawiała. Dziwnie brzmi. Może po prostu w najkrótszym skrócie-zdradzała. (...) Nie mogłem jej wybaczyć. Nie mogę zapomnieć tego co mi zrobiła, tego jaki byłem głupi! Tego co straciłem, straciłem wielką miłość na rzecz toksycznego gówna, którego nazwa kiedyś nosiła imię „beztroskiej i doskonałej w każdym calu miłości”. Teraz gdy o tym pomyślę, do mojej głowy napływa miliony niebezpiecznych myśli. Chcę żyć, ale nie chcę żyć z tą chorą świadomością. Muszę coś z tym zrobić, natychmiast! Inaczej zawiodę wszystkich, poczynając od siebie, a kończąc na zwykłych ludziach, którzy kupili moją kapelę...”

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To tyle prologu. Mniemam, że domyślacie się kim jest pan "bezimienny". Mam nadzieję, że was to troszeczkę zainteresowało i będziecie tu zaglądać. Nie robiłam przedstawienia postaci gdyż uznałam, że jest ono zbędne i dacie sobie radę bez niego. W razie jakich kolwiek pytani czy sugesti, proszę piszcie na dole w komentarzach. Jestem ciekawa waszego pierwszego wrażenia. (...) Posty będą pojawiać się najdłużej co tydzień. Będę starać się jak tylko będę mogła, aby to co piszę, was zadowalało. A na to potrzebuję odrobiny czasu. (...) Z góry dziękuję wszystkim którzy pofatygowali się, aby tu zajrzeć. Dziękuję bardzo! Miło by też było, jakbyść zostawili po sobie komentarz-wyznaję zasadę CZYTASZ-KOMENTUJESZ.
Dziękuję i do zobaczenia :*