No świetnie po prostu. Wspominałem, że kocham psychofanki? Czasami są bardzo uciążliwe, gdzie tylko wyjdziesz tam one. Ten spacer, miał mi dobrze służyć, a nie pogorszyć mój stan psychiczny.
-Yyy, dziewczyny, spieszę się. Może kiedy indziej.
Posłałem im najszerszy uśmiech na jaki w tym momencie było mnie stać. Nie mam dzisiaj najmniejszej ochoty na rozdawanie autografów, uśmiechanie się, pozowanie do zdjęć. Przytłacza mnie dzisiaj to wszystko. Jestem zmęczony, zdesperowany, stęskniony, wkurzony. Dalej wymieniać? Po prostu odechciewa mi się dzisiaj życia. Najchętniej poszedłbym do domu, a najpierw do sklepu, zaopatrzył się w dobry alkohol i wszystko wypił. Ale nie zrobię tego, nie chcę jej zostawiać samej, w tym szpitalu. Domyślam się, co czuje. Jest oszołomiona, nie wie co się dzieje. Myślę, że jakbym znalazł się w jej sytuacji czuł bym to samo. Lekarze mówili, że w wyniku śpiączki jej pamięć może ulec drobnej deformacji. Oby przynajmniej mnie pamiętała.
-Ale Oliver, to tylko kilka zdjęć i autografów, na prawdę nie stracisz dużo czasu.
Tak, tak. Ja już was znam. Podejrzewam, że w ich głowach rysują się obrazy nagiego mnie. Najlepiej w łóżku z różą. Niestety, świat jest zbyt okrutny, by to stało się faktem.
-Wybaczcie, ale serio muszę już iść, jestem i tak już spóźniony.
Dziewczyny dziwnie na mnie spojrzały. Jakbym się urwał z choinki, albo lepiej, jakbym był jakimś pedofilem. Szybko zmniejszyły krąg wokół mnie. Wydałem się aż tak srogi? Przecież chciałem tylko im przemówić do rozsądku, że nie mam zamiaru dzisiaj z nimi gadać.
Bez słowa opuściłem ich towarzystwo. O dziwo, żadna z nich mnie nie wołała, żadna za mną nie pobiegła. Czyżby straciły do mnie sympatię? Uwierzcie, cieszę się z tego bardzo.
Wiadomo, skierowałem swe kroki do szpitala. Stęskniłem się za Jej widokiem. Ona jest tak piękna, tak delikatna, zakochałem się – to pewne. Zrobiłem to, co przysięgałem sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Po prostu nie. Nie chcę. A jak ona okaże się, że jest fałszywą laską? Nie chcę nawet pisać takich scenariuszy. Jest zbyt melancholijna, na taką. Z wyglądu wydaje się taka, cicha, jakby czekała na śmierć. Jej rysy twarzy są tak perfekcyjne. Nie sądzę, żeby była taka. A może po prostu nie chcę, żeby taka była? Tak, to z pewnością. Z tego co pamiętam, jej oczy, tak jak jej włosy są czarne. Są tak bardzo uzależniające.
Ludzie których mijam, są smutni. Czy tak jak mnie przytłacza ich życie? A może po prostu, są smutni z natury? A może zgrywają tylko pozory, by inni smutni ludzie nie czuli się samotni z własnym „ja”?
Pada deszcz. To już u nas tradycja, Anglia jest wyspą, a Sheffield miasteczkiem położonym na samej północy kraju. Normalne. Ale szczerze, lubię deszcz. Lubię też słońce. Chyba jak każdy normalny człowiek, prawda? Z resztą mi to bez różnicy. Przywykłem do deszczu. Jest kojący, lubię w tedy myśleć nad sensem życia i życia po śmierci. Jestem ateistą, nie wierzę w Boga. Ale wierzę w opowieść mojej Świętej Pamięci babci Evy. Mówiła „Gdy człowiek umiera, jest wkładany do trumny i chowany w ziemi, by jego ciało mogło spokojnie zgnić. Jego dusza, nie umiera. Dusza wstępuje w innego człowieka, którego przeznaczeniem jest pojawienie się w naszym życiu.”. Wierzę jej, wierzę, że jest tu, w śród ludzi którzy mnie otaczają.
Pojawiłem się pod drzwiami sali nieznajomej. Przez chwilę się wahałem, nie wiem, czy chce mnie widzieć. Zapukałem.
~ Hannah, kilka godzin wcześniej. ~
Musiałam w końcu otworzyć te oczy, no musiałam. Mężczyzna wyszedł, nie słyszałam jego kroków, oddechu, ani czegokolwiek co by potwierdzało Jego obecność. Dlatego je otworzyłam.
Nikogo nie ma, żadnej marnej duszyczki. Jestem tylko ja, pomiędzy białymi ścianami. Wyglądają na szpitalne, ich biel bije po oczach. Bije bardzo. Moja głowa! Zaczęłam krzyczeć. Nie chcę tu być, chcę się znaleźć w moim domu! Tu, natychmiast. Proszę zabierzcie mnie do domu, zaczęłam łkać.
-Proszę się uspokoić, nic Pani nie jest. Spokojnie.
Ktoś próbował zapanować nade mną. Szarpnął mną, a chwilę później poczułam kojące zimno w okolicy szyi. (...)
~ Bezimienny. (Oliver). ~
Nikt, nic mi nie odpowiedziało. Śpi? A może ją przenieśli do innego pomieszczenia? Może jest na badaniach, zabiegach? Nie wiem. Nie mam pojęciach. Ale wiem, że nie chcę, by jej stało się coś złego. Chcę, aby była zdrowa i szczęśliwa ze mną. Nie zniósł bym widoku, jej leżącej na łożu śmierci. Co bym w tedy zrobił? Pewnie też bym się zabił.
-Co Pan tu robi? Jej nie można na razie odwiedzać. Proszę się odsunąć od drzwi.
Podszedł do mnie starszy gość w okularach i fartuchu ordynatorskim.
-Ale dlaczego? Co się stało?! Przecież, gdy wychodziłem, wszystko wskazywało, na to, że jest w porządku. Co jest nie tak!?!
Zacząłem rzucać ordynatorowi groźne spojrzenia. Przecież jej nic nie może się stać! Mamy być szczęśliwi, ona ma być szczęśliwa. Tak nie miało być! Wszystko spieprzyłem!
-Proszę się uspokoić. Podaliśmy jej środki uspakajające, po wybudzeniu była w szoku. Co jest normalne. Ale nie z tak silnym przerażeniem.
Lekarz pospiesznie zaczął się tłumaczyć.
Ale dlaczego jej? Przecież wszystko miało być dobrze, dlaczego wszystko się spieprzyło?! DLACZEGO!?
-Jak chce Pan zagłębić się w szczegółu, zapraszam Pana do gabinetu. Z resztą Panu również przydałaby się pomoc specjalisty.
Rzucił mi diabelskie spojrzenie.
Ja nie potrzebuję specjalisty! Ja nie chcę! Ja chcę być, pewny, że jej nic nie jest, ale nie mam ochoty rozmawiać z tym typem. Co z tego, że pomaga mojej pięknej poszkodowanej damie, jak mnie obraża? Nie chcę z nim gadać.
-Nie dziękuję.
Odpysknąłem, poczym usiadłem na krześle. Gość najwyraźniej odszedł, zajmować się swoimi sprawami.
Nie, to nie może się tak skończyć, nie! Proszę, nie! Ja nie chcę!
~ Kilka minut później, bezimienny (Oliver). ~
-Ej, chłopie, martwiliśmy się o ciebie. Wszystko gra?
Usłyszałem głos Nichollsa. Ma wyczucie czasu.
-Nie kurwa, nic nie jest w porządku! Ja nie chcę, żeby coś jej się stało, ja po prostu nie chcę, żeby to się tak skończyło!
Zacząłem łkać facetowi w bluzę, niczym mała dziewczynka. Trudno, przy nim mogę się ośmieszać. Ale tylko przy nim.
-Spokojnie, wszystko się jakoś ułoży, będziesz szczęśliwy, ona też. Chodź, pojedziemy do mnie. Mam dobry alkohol, będzie okej.
Zaczął mnie pocieszać, na nim zawsze mogę polegać. Jest moim kumplem na dobre i na złe i na zawsze nim pozostanie.
-A co mi szkodzi, i tak mnie tam do niej dzisiaj nie wpuszczą.
Wstałem, poszedłem za Matt'em.
~ W domu Nichollsa, Bezimienny (Oliver). ~
-No to dawaj, co masz ciekawego w lodówce?
Próbowałem się uśmiechać. Ale nie mogłem. Nie chciałem. W lewej kieszeni spodni poczułem wibracje.
Od : Camero Liddell.
„Słuchaj, Oli. Jest sprawa i to poważna.”
.....
________________________________________
No tak, jest. Z "lekkim opuźnieniem", ale jest. Daria Coma, prosiła przekazać, że u niej notka pojawi się nie wiadomo kiedy. Musi nabrać weny i chęci do pisania.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ
Jest świetnie. <3
OdpowiedzUsuńCieszę się że wróciłaś :3
Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne :)
Wróciłaś! Wróciłaś! Wróciłaś!
OdpowiedzUsuńSzczęka opadła mi na ziemie kiedy zobaczyłam tutaj nowy rozdział.
Maaaamooo ja chcę jeszcze, dlaczego to się kończy akurat w tym momencie .
No weeź ja sie tak nie bawię ;(