niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 4. "Trup."






-Oli, co ty się tak lampisz w ten telefon? Złe wiadomości?
Matt ocknął mnie z głębokiego zamyślenia. Czemu Cam – jeden z gitarzystów Asking Alexandria, pisze do mnie w „ważnej sprawie”? Nie to, że mam coś do niego, absolutnie nie. Lubię z chłopakami z AA dobrze wpić, się zabawić. Impreza z nimi to odreagowanie od rzeczywistości. W tym momencie przydałaby mi się właśnie taka. Po prostu zdziwił mnie fakt, że on napisał do MNIE. Na pewno ma wielu przyjaciół, zaufanych osób, które z chęcią pomogą mu w tej „ważnej sprawie”.
A tak odbiegając od rzeczy, ciekaw jestem co tak na prawdę chce. Wspólny projekt, a może po prostu tak, pogadać o jakiejś tam ważnej sprawie.
Pokazałem ekran mojego iPhona, najlepszemu przyjacielowi.
-Hmmm, może Amanda ich nęka. - Uniósł obydwie brwi ku górze. - Pamiętasz jak się dobierała do Daniella?
I znowu wspomnienia wracają. Ile ona jeszcze momentów w życiu mi spierdzieli? Zmarnowała ogromny kawał mojego życia, tylko po to, by się wylansować. Yoł, yoł, jestem z Sykes'em. Muszę być fajna. - Tak właśnie o to mi chodziło.
Chcę wypieprzyć ją na dobre z mojego serca, umysłu, ciała i duszy. Rozdział się zamknął i otworzył nowy. Tym pieprzonym kluczem, zamknęłaś mnie w swym sercu.
-Nie wspominaj mi nawet o niej. Mam już tego dosyć. Wywiady – ONA, spacery – INNI UPRZYKŻAJĄCY CI ŻYCIE, LUDZIE, ty – ONA. Nie uważasz, że to przesada? Czy to coś ze mną, jest nie tak, bo JA JUŻ KURWA POSTRADAŁEM WSZYSTKIE ZMYSŁY!
-Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bez znaczenia w jak beznadziejnej sytuacji się znajdziesz, po jakiej ja będę stronie, zawsze cię wysłucham. Słowa czasem nie wystarczą, ale od czego jest alkohol? - Matt podał mi do ręki butelkę, najlepszej wódki jaką posiadał. -
To prawda, zawsze mogę na niego liczyć, jest dla mnie jakby odzwierciedleniem mojej duszy. Duszy, która zawsze prawdę ci powie. W pewnym sensie kocham tego skurwysyna. Nie po raz pierwszy ratuje mnie z kompletnego dołka. Dlatego darzę, go takimi, a nie innymi uczuciami.
A mój plan na dziś – upić się do nieprzytomności.
-Zaczynajmy!
-Zaczynajmy! Odpowiedziałem ze śmiertelną powagą w głosie.

~ Hannah. Następnego dnia. ~

Obudziłam się. Czuję się beznadziejnie. Czuję się, jakbym była kompletnym wrakiem człowieka, pozbawiona życia.

Wszystko stało się tak jakby obojętne. Nie martwi mnie fakt, że leżę w szpitalu, że jestem sama jak kołek wbity pośrodku oceanu.
Poczułam lekkie ukłucie w okolicy szyi, dokładnie jak wczoraj gdy próbowano mnie „uśpić”. Ale teraz jestem sama, nikogo w pobliżu nie było. Jestem tylko ja i ściany. Teraz nikt nie może zrobić mi krzywdy.
Ukłucie dawało się coraz to bardziej we znaki. Z minuty na minutę ból stawał się coraz to bardziej silniejszy, aż w końcu mój organizm nie wytrzymał.
-Doktorze, doktorze! Zaczęłam krzyczeć resztkami sił.

~ Bezimienny. (Oliver). ~

Moja głowa pęka. No cóż, kac morderca nie ma serca.
Powolnie otworzyłem zaspane oczy, cały obraz który, moje oczy próbowały wyraźnie odczytać, jest cały rozmazany. Przetarłem po nich ręką. Świat stał się znowu przejrzysty.
Jak kaleka wstałem z łóżka, na którym najwidoczniej musiałem odpoczywać. Na szczęście udało mi się uniknąć „wypadku”. Nie chciałbym się uszkodzić, przed tak ważnym spotkaniem z ukochaną.
Przeczołgałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro, odbicie które ujrzałem wzbudziło odruch wymiotny. Zamglone oczy, rozczochrane na wszystkie strony świata włosy, popękane usta. Wyglądam jak siódme nieszczęście. Chociaż kogo ja będę oszukiwał - jestem siódmym nieszczęściem.
Odkręciłem kran, na mojej twarzy bez ostrzeżenia pojawiły się kojące krople zimnej wody. Wziąłem do ręki Nicholls'ową szczoteczkę do zębów, nałożyłem grubą warstwę pasty i zacząłem porządnie szorować me kły. Chcę pojechać do szpitala, ale z wydobywającym się z mojej paszczy zapachem alkoholu i fajek, ten pomysł nie wydaje się wcale taki fajny.
Zszedłem na dół, w prost do kuchni, pragnienie wygrało. Wziąłem z jednej z czarnych, kuchennych szafek kubek, po czym napełniłem go wodą mineralną po same brzegi. Momentalnie opróżniłem całą jego zawartość.
-Żyjesz jakoś, czy nie bardzo?
-Żyję, a nie widać?
Skłamałem, w głębi duszy czułem się jak antysocjalny człowiek, który kocha. Nic więcej.
-Widać właśnie. - Matt poczochrał lekko moje kudły. - Co dzisiaj robisz?
Co dzisiaj robię?Jadę do szpitala, powolnie umieram i cierpię.
-Chcę jechać do szpitala. Muszę wiedzieć co z nią się dzieje. Ale najpierw daj mi wody bo umrę.
Na przyszłość – nigdy nie pijcie trzech wielkich butelek Finlandii.
-Pojadę z tobą. Możemy jechać nawet teraz, widzę jak bardzo się z tym męczysz. -Nicholls wziął kluczyki od samochodu do rąk.- Po drodze zajedziemy do sklepu po wodę, skończyła się.
-Ruszajmy!
Po chwili byliśmy już na siedzeniach Land Rovera.
Nie mogę się doczekać gdy ją zobaczę, jej niewinną twarz, wszystkiego co się z nią wiąże. Kocham ją.
-Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie robisz, Matt. Bez ciebie już mnie tu nie było.
Zebrało mi się na szczere wyznania. Dziwne prawda? Serio, bardzo dużo mu zawdzięczam, wspiera mnie.
-Ale nie ma sprawy! Jesteś moim kumplem, nie mógłbym cię tak zostawić na lodzie.
Matt z impetem wyjechał na drogę.
Świeci słońce. Czy pogoda jest zwiastunem tego co ma się dzisiaj wydarzyć? Nie rozumiem tego.
W kilka minut dotarliśmy pod szpital.
-Ej mieliśmy najpierw jechać do sklepu!
-To chyba jest ważniejsze.
Z resztą, miał rację.
-Doktorze, doktorze!
Dźwięk dochodził z sali mojej poszkodowanej.
Szybko wpadłem do jej sali. Dziewczyna leżała na łóżku i trzymała się za szyję.
-Ej, wszystko jest okej. Nie rób mi tego!
Pobiegłem, zaczełem ją przytulać i uspokajać.
-Nie jest okej....




1 komentarz:

  1. Hej, hej :) Jestem tu nowa :P
    Uważam, że masz niesamowicie ogromny talent!!!!#!!!!!!!!!
    Strasznie spodobało mi się Twoje opowiadanie!
    Szkoda, że ostatni rozdział dodałaś w listopadzie i pewnie już zapomniałaś o blogu :( A szkoda, bo jestem bardzo ciekawa jaki miałaś pomysł na to opowiadanie.
    Jeżeli jednak coś napiszesz to poinformuj mnie w komentarzu pod najnowszym postem na moim blogu :)
    http://mygnrstory.blogspot.com/
    //J.McKagan, która jest zbyt leniwa, aby się zalogować :D

    OdpowiedzUsuń